Blondynki na walizkach, czyli historia włoskiej wycieczki nie z tej ziemi!

O podróżach napisano już wiele. Że kształcą, uczą pokory, wymagają radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach, a przede wszystkim wymuszają na nas spojrzenie na świat z innej perspektywy. W zamian? Otrzymujemy wspomnienia: widoków, chwil spędzonych z bliskimi nam osobami, smaków, które pozostają w naszej pamięci na zawsze. Dziś odkryjecie razem z nami historię podróży 4 blondynek do słonecznej Italii. Zainteresowani? Czytacie dalej!

Przy tworzeniu tego tekstu wypito niezliczone ilości kawy, dlatego także i Wam radzimy sięgnąć po ulubiony kubek z aromatycznym napojem, bowiem… czeka Was kilkuminutowa podróż do świata pizzy, wina i słońca! Niżej wszystko, czego możecie się spodziewać w 5 włoskich miastach, które udało się zwiedzić 4 zwariowanym blondynkom.

STOP NO. 1 / BERGAMO

Ekipa w postaci 4 blond-włosych przedstawicielek płci pięknej skompletowana, plan wycieczki w pełni opracowany, bilety kupione, walizki spakowane, ruszamy więc do Berlina, a stamtąd 1,5 godziny później lądujemy w Bergamo, 50 km od samego Mediolanu.

bergamo

PIERWSZE WRAŻENIA

Do Bergamo zawitałyśmy pod wieczór, dostając się w ok. 20 minut z lotniska busem (koszt biletu: 2,50 EUR). Miasteczko od razu nas urzekło – znajdowałyśmy się bowiem w części Citia Bassa, czyli nowoczesnej, bardziej biznesowej, lecz dalej zachwycającej niezwykła architekturą i typowym, włoskim klimatem. Wystarczyła odrobina zaangażowania i zwyczajne spojrzenie w górę, by odkryć największy skarb tej miejscowości, czyli Citta Alta. Średniowieczna część Bergamo, położona na wzgórzu i otoczona grubymi, 5 kilometrowymi murami, z której rozpościera się widok na całe miasteczko od razu zdobyła nasze serce.

Processed with VSCO with f2 preset
Widok z naszego mieszkania w Bergamo.

Wiedziałyśmy, że nie mamy za wiele czasu, dlatego szybko odnalazłyśmy nasze mieszkanie zarezerwowane na AirBnb przy głównej ulicy i pomknęłyśmy w nieco ciemne i ponure, ale dalej intrygujące nas zakątki. Cel? Znalezienie pysznej pizzy i dobrego wina. Mijałyśmy małe placyki, pełne gwarnych rozmów, zabytkowe kamienice, zamknięte sklepy i po dość dłuższej wspinaczce w górę, wylądowałyśmy w sercu Starego Miasta. Widok na nocne Bergamo jest niesamowity i warty każdego zmęczenia. Idąc dalej, odkryłyśmy przytulną i jeszcze czynną knajpkę, w której nareszcie zasmakowałyśmy Włoch od strony kulinarnej.

Jeśli pragniecie zaznać prawdziwego, włoskiego klimatu, pozbawionego chaosu, turystów, naciągaczy i hałasu, jeśli chcecie odpocząć, a przy tym pospacerować i po prostu złapać odrobiny oddechu, Bergamo będzie doskonałą destynacją na wakacje o każdej porze roku.

WYPOŻYCZENIE AUTA – CO POWINNIŚCIE WIEDZIEĆ?

Wieczór w przepięknym Bergamo minął, nastał nowy dzień, a razem z nim nowe wyzwania. Plan naszej wycieczki opierał się w 100% na podróżowaniu samochodem. A jaki to problem? Ot, znaleźć wypożyczalnię, zabukować autko i ruszyć w nieznane. We Włoszech proces ten okazał się wcale nie taki prosty…. Najważniejsze firmy RENTAL CARS znajdują się na lotnisku Bergamo. Wymogiem na wypożyczenie auta jest tam posiadanie karty kredytowej przez kierowcę. W naszym przypadku ową kartę posiadała Kasia, czyli jedyna osoba z blond 4, która… prawa jazdy nie miała! Opracowałyśmy więc plan B, brzmiący: Szukamy Lokalnej Wypożyczalni, Która Da Nam Auto Bez Kredytówki.

Walizki spakowane, humory lekko napięte, ale żwawo, gorącymi uliczkami Bergamo, ruszyłyśmy w bardziej mieszkalną, ale też i zaniedbaną część miasta, gdzie znajdowała się owa Lokalna Wypożyczalnia. Niestety, nasz plan failed. Aut nie ma. Okej, nadeszło lekkie załamanie, miny w stylu I Wanna Give Up i ogólny smutek, ale… przecież nie damy sobie zniszczyć naszych wymarzonych wakacji! Taksówa zamówiona, jedziemy próbować na lotnisko! Andrea, którego będziemy nazywać Przystojnym Włochem O Aparycji Piłkarza długo nie dał się przekonać naszym prośbą oraz bajeczkom, że przecież “Karta debetowa to prawie kredytówka!”. W końcu, po godzinie uśmiechów, stresu i tupania nogami, MAMY TO. Właściciel karty został dopisany jako drugi kierowca, nieco nas to kosztowało, ale finanse przestały nas obchodzić. Wsiadłyśmy do wymarzonego autka, otworzyłyśmy wino i pojechałyśmy w nieznane. Cel? VERONA. A po drodze Jezioro Garda!

STOP NO. 2 / JEZIORO GARDA

Dojazd z Bergamo do miejscowości Sirmione zajął nam ok. 1,5 godz (ok. 90 km). Droga minęła nam spokojnie i szybko, głównie przez płatne autostrady.

Zrzut ekranu 2016-07-06 o 17.58.23

Samochód zaparkowany, ręczniki i stroje w plecakach, więc wędrujemy nad wodę! Dotarłyśmy nad najczystsze i największe jezioro Włoch i tak, jak opisują to miejsce w przewodnikach – widok zapierał dech w piersiach. Małe miasteczko, krystalicznie czysta woda, kilka rodzin opalających się na zielonej trawie, kolorowe łódki, rodzina kaczek przy brzegu i ta wszechogarniająca cisza. To miejsce trzeba zdecydowanie odwiedzić, będąc w pobliżu. Żałowałyśmy, że miałyśmy tylko kilka godzin na totalny relaks w tym miejscu, ale plan był napięty, a wieczorem czekał na nasz gwóźdź programu, czyli wymarzona Verona.

garda

Processed with VSCO with hb2 preset
Laura, Ola, Kasia i Madzix – 4 blondynki nad błękitną Gardą!

STOP NO. 3 / VERONA

Ze spokojnego Bergamo i rodzinnej plaży nad Gardą w Sirmionie trafiłyśmy do… wielkiego miasta. Wydawać by się mogło, że wjazd do Verony będzie nieinwazyjną akcją, a znalezienie naszego apartamentu z podanym na kartce adresem zajmie nam dosłownie kilka sekund, ale… jak bardzo się myliłyśmy! Dopiero tutaj poczułyśmy, jak wygląda włoska jazda! Samochody taranowały nas na każdym kroku, piesi byli wszędzie, a całe miasto wydawało się być złożone z samych jednokierunkowych dróg! Koniec końców, udało nam się auto zaparkować i po kilku ciężkich rozmowach z Włoszką Barbarą, właścicielką naszego apartamentu w samym centrum Verony, zdobyłyśmy klucze i oto byłyśmy! Verona, gorąca, pełna słońca, turystów, kolorowych skuterów i ceglanych mostów czekała na nas!

Zrzut ekranu 2016-07-06 o 18.02.12

Processed with VSCO with f2 preset
Widok z naszego mieszkania przy Via Scrimari.

verona

CO ZOBACZYĆ?

Nie miałyśmy planu, co chcemy zobaczyć. Po prostu zaufałyśmy naszemu instynktowi i… ruszyłyśmy razem z tłumem wąskimi uliczkami Verony! Po drodze na główny plac Verony, czyli Piazza delle Erbe, znajduje się słynny dom szekspirowskiej Julii. Brama prowadząca na podwórze wypełniona jest miłosnymi deklaracjami, wypisanymi imionami i datami. Im dalej w las, tym więcej tej miłości! Ściany domu Capppulettich i rosnące obok drzewa pokryte są liścikami, kłódkami i wszelkimi dowodami uczuć tych, którzy tu zawitali. Będąc tutaj, nie można zapomnieć o symbolicznym dotknięciu posągu Julii – przynosi to długowieczne szczęście.

Processed with VSCO with hb2 preset

TIP1: Piazza delle Erbe to doskonałe miejsce na wykonanie typowo podróżniczego selfie całej ekipie, z uwagi na obecność wysokiego posągu w centrum. Świetnie służył jako statyw!
TIP2: Jeśli Wasz hostel lub apartament nie został wyposażony w połączenie internetowe (tak, jak w naszym przypadku), to właśnie Piazza delle Erbe jest najlepszym miejscem na złapanie lokalnego i w miarę szybkiego wi-fi. Sprawdzone!

italiandays

Trzecią i ostatnią pozycją must-visit, którą udało nam się zobaczyć, był średniowieczny zamek gotycki Castelcecchio, zbudowany w XIV w. Dawniej otoczony był fosą, która aktualnie jest sucha, a wodę zastąpiła bujna, dzika roślinność. Spędziłyśmy w rejonach zamku przemiłe, choć gorące popołudnie, poprzedzające nasz wyjazd do Mediolanu.

GDZIE ZJEŚĆ W VERONIE?
Opcji na przesmaczny posiłek jest wiele. Spędzając w Veronie nieco więcej czasu, niż w pozostałych włoskich miejscowościach, udało nam się zasmakować kilku typowych dla Italii przysmaków.

verona_food

ŚNIADANIE: Filiżanka mocnej, włoskiej kawy i odrobina węglowodanów, co by mieć siły na dzień pełen zwiedzania! (zestaw kawa + 2 ciastka: 8EUR).

PRZEKĄSKA: kubek pełen świeżych owoców z lokalnego targu! (3,50 EUR)

OBIADOKOLACJA: najważniejszy posiłek dnia. W Veronie byłyśmy już tak przejedzone pizzą, że z chęcią spróbowałyśmy lokalnego makaronu. Do tego karafka zimnego, białego wina, typowa włoska i głośna obsługa i doskonały wieczór gwarantowany!

TIP DLA WAS: Pamiętajcie, że we Włoszech do każdego rachunku w restauracji doliczane jest tzw. coperto, czyli włoski napiwek. Jego wysokość może różnić się w zależności od poziomu danej knajpy. Zazwyczaj podawane jest w karcie menu, choć czasem może się zdażyć, że spotka Cię niemiła niespodzianka przy płaceniu…

DESER: GELATO! Będąc w Veronie, koniecznie musicie spróbować tych z lokalu przy Piazza delle Erbe. Popularne, włoskie lody, przygotowywane na bazie mleka, śmietanki i cukru, to doskonała, orzeźwiająca przekąska. Tylko uważajcie – lody te szybko topnieją, i trzeba naprawdę szybkiego tempa, by wszamać je przez Wielkim Upadkiem na Posadzkę!

STOP NO. 4 / MEDIOLAN

Zrzut ekranu 2016-07-06 o 18.03.11

Kolejny raz spakowałyśmy swoje manatki i ruszyłyśmy dalej. Tym razem nasza destynacją był Mediolan, który… przy samym wjeździe do miasta nie zachwycił. Ot, zwykłe proste miasto z ogromną ilością bloków mieszkalnych i samochodów na ulicach. Zatrzymałyśmy się w hostelu KOALA, oddalonym ok. 6 km od słynnego Duomo. Nasze fundusze coraz szybciej się kurczyły, co widać także na zmieniających się warunkach sypialnianych… Z boskiego apartamentu w Veronie trafiłyśmy do 10-osobowego pokoju, w głośnym, pełnym studentów hostelu. Odświeżyłyśmy swoje blond czupryny i ruszyłyśmy na miasto, w końcu… Mediolan nocą i modą stoi!

VSVS

TIP DLA WAS: Metro w Mediolanie kursuje od 6:00 do 24:00.

CO ZOBACZYĆ?

Bez większego zastanowienia, od razu ruszyłyśmy do metra i w ciągu kilku minut dotarłyśmy na stację DUOMO. Wiedziałyśmy, że będzie to niesamowity widok, ale nikt nie uprzedził nas, że katedrę Duomo di Milano ujrzymy praktycznie od razu po opuszczeniu wagonu metra! Jedno jest pewne – wybudowana w stylu gotyckim budowla naprawdę zapiera dech w piersiach.

Warto także wejść na dach Duomo (bilety w cenie 8EUR), by z wysokości podziwiać widok na nieco bardziej biznesową część Mediolanu, ale także, by na spokojnie przyjrzeć się gotyckim posągom zdobiącym katedrę. Przy dobrej widoczności może uda Wam się ujrzeć szczyty Alp!

mediomedio

Po Duomo przyszedł czas na drugą atrakcję Mediolanu – jedną z najstarszych galerii handlowych na świecie, czyli Galleria Vittorio Emanuele II. Mimo ogromu ludzi przewijających się przez Piazza del Duomo oraz tabunów gołębi obsiadających każdego pieszego, szybko znalazłyśmy się pod zabytkową kopułą budynku, kryjącego najbardziej ekskluzywne restauracje i butiki w Europie. Valentino, Gucci, Dolce & Gabbana… Tu możesz zobaczyć arcydzieła włoskiej mody na własne oczy!

Processed with VSCO with b1 preset

Trzecie i ostatnie miejsce przed naszym wyjazdem odkryłyśmy zupełnie przez przypadek, przemykając głównymi ulicami wraz z tłumem kibiców (w Mediolanie akurat rozgrywał się finał Ligii Mistrzów). Castello Sforzesco, czyli ceglany zamek w samym centrum, szczególnie warto odwiedzić, ze względu na przepiękny dziedziniec i muzea mieszczące się na terenach tej pochodzącej z XV w. budowli.

medio2

GDZIE ZJEŚĆ?

Proponujemy Wam 3 miejsca, które koniecznie musicie odwiedzić będąc w Mediolanie. Wystarczy jeden dzień, by zasmakować w pełni włoskiej kuchni i odkryć smaki, których w Polsce nigdy nie spróbujecie!

  1. NA PIZZĘ / GRANAIO Cafee e Cucina / Via Tommaso Grossi 3

Restauracja mieszcząca się kilka kroków od Piazza del Duomo oferuje najpyszniejszą pizzę, jaką miałyśmy okazję próbować podczas całej włoskiej przygody. Nietuzinkowy kształt ciasta, doskonałe połączenia smakowe i najwyższej jakości składniki – kolacja tutaj to prawdziwa uczta dla zmysłów! Ceny pizzy rozpoczynają się już od 8 EUR, a coperto wynosi 3 EUR od osoby. Warto tu zajrzeć także przez mieszczącą się w piwnicy winiarnię i przepiękne, swojskie wnętrze.

Processed with VSCO with c1 preset

  1. NA LODY / Cioccolatitaliani / Via Edmondo de Amicis 25

Kolejny jedzeniowy hit. Lody o smakach, którym nie śniło się nawet największym łasuchom. Biała czekolada, marshmallows, nutella, a w to wszystko w doskonałym, oblanym płynną czekoladą rożku. Niech rosnąca kolejka przy tym lokalu Was nie zdziwi – tu serwują prawdziwe pyszności! Cena jednego “cono cioccolatItaliani” wynosi 4,50 EUR.

Processed with VSCO with f2 preset

  1. NA PRZEKĄSKĘ / Luini Panzerotti / Via Santa Radegonda 16

Malutki lokal mieszczący się dosłownie obok naszej ukochanej lodziarni. 2 kolejki ustawione z dwóch stron, tajemnicze zawiniątka trzymane przez uśmiechniętych klientów i boski zapach wydobywający się z tej interesującej knajpy… Oto sławna piekarnia Luini, serwująca klasyczne włoskie panzerotti, czyli włoskie pierogi z nadzieniem. My, płacąc 2,50 EUR za sztukę, skusiłyśmy się na wersję z pomidorem i mozzarellą. Błogość!

Processed with VSCO with f2 preset

Co najważniejsze w Mediolanie to zobaczyłyśmy, co pyszne – zjadłyśmy, pora ruszać dalej! Zmuszone oddać samochód wcześniej, po raz trzeci podczas naszej Italian Escapade wylądowałyśmy na lotnisku Bergamo. Lekko zmęczone, z coraz cięższymi walizkami, ale z jedną wizją w głowie: musimy dostać się nad jezioro Como.

TIP DLA WAS: Szukając informacji na lotnisku, nie dajcie się zwieść naciągaczom, którzy zrobią wszystko, by namówić Was na wykupienie tej i owej opcji lub skorzystanie akurat z takich usług. Po kilku krótkich rozmowach, które odbyłyśmy, by znaleźć informację o szybkiej podróży do Como, wiedziałyśmy jedno – możemy polegać tylko i wyłącznie na sobie.

Wróciłyśmy więc busem na dworzec kolejowy w Bergamo, gdzie za 6,90 EUR kupiłyśmy bilety na pociąg do wymarzonego Como San Giovanni, z przesiadką w miejscowości o nazwie MONZA. I… przygoda rozpoczęła się na nowo! Nie wiedziałyśmy, co nas czeka, nie miałyśmy noclegu, planu, nic.. W głowie tylko Como, woda i wymarzony relaks!

STOP NO. 5 / MONZA

Monzę odwiedziłyśmy więc zupełnie przypadkiem, pomiędzy jednym pociągiem, starym, powolnym, pełnym obcokrajowców i małych, płaczących dzieci, a kolejnym – nowoczesnym szynobusem, na co dzień kursującym na trasie Como – Mediolan. Podróżując do Como zupełnie zboczyłyśmy z turystycznej ścieżki, by choć na moment zaznać typowego życia w mniejszej, włoskiej miejscowości. Każda z nas siedziała w pociągu w milczeniu, zastanawiając się tylko: co nas tam spotka? Co się stanie, jeżeli Como wcale nie okaże się tak warte zobaczenia? I wreszcie – gdzie będziemy spać? Odpowiedzi miałyśmy poznać w ciągu następnych godzin.

trippin

STOP NO. 6 / COMO

No i dotarłyśmy – lekko wygniecione, z makijażem typu no make-up, wysiadłyśmy na dworcu Como San Giovanni z misją: szukamy spania! Pierwsza myśl – sprawdzić wi-fi. Niestety, nasze ledwo funkcjonujace telefony nie wykryły żadnej otwartej sieci. Plan B? Pytamy lokalsów! Niestety – dwie azjatki stojące za barem “do not speak English”. W ostatniej chwili ratuje nas przemiły, starszy pan, wskazując na… kafejkę internetową, w której za 1 EUR otrzymujemy półgodzinny dostęp do SIECI. Szybkie poszukiwania, AIRBNB, Booking.com, hostele, w końcu jedna decyzja, szybki telefon, druk dokumentu i mamy to – dom na wzgórzu w pobliskiej miejscowości Moltrasio jest nasz. Właściciel biegle włada angielskim (co jest dla nas nowością we Włoszech) i przez telefon przekonuje nas, że na spokojnie mamy iść zwiedzać miasto, zjeść pizzę i pić prosecco, a on po powrocie z Milano chętnie nas do swojego domu podwiezie. Czy niemożliwe… właśnie stało się możliwe?

Processed with VSCO with hb2 preset

Butelkę wina i 4 kawałki włoskiego ciasta później siedziałyśmy w kupionym, jak się okazało, w Warszawie oplu naszego włoskiego zbawiciela, i słuchając “All Of Me” John’a Legend’a, mknęliśmy wąskimi ulicami Como, co chwilę zatrzymując się na wzgórzach z widokiem na zapadające w mroku jezioro. Te chwile były prawdziwą magią!

Processed with VSCO with a6 preset

Następnego i ostatniego dnia naszego tripa udało nam się szybkim stopem i nieco wolniejszym mini-promem dostać z Moltrasio do Como. W kilka godzin obeszłyśmy miasteczko, po raz ostatni próbując włoskich makaronów, kupując lokalne pamiątki i opalając się na pobliskim trawniku. Choć naszej wymarzonej plaży nie znalazłyśmy… chillout nad wodą został zaliczony!

como

2 pociągi, 1 bus i 3 mandaty później byłyśmy z powrotem na lotnisku z Bergamo, ze smutnymi minami opuszczając włoską ziemię.

TIP DLA WAS: Zawsze kupujcie bilety!

Niestety, podczas ostatnich chwil pobytu w Italii, udało nam się otrzymać mandat z rąk włoskiej, nieubłaganej policji (powód: nie kupiłyśmy biletów w busie transferowym na lotnisku).  30 EUR za osobę bolało dość mocno, szczególnie biorąc pod uwagę nasze totalne spłukanie finansowe po tej wycieczce. Ale – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!

Za nami 4 intensywne, pełne przygód i skrajnych emocji dni. Bergamo, Garda, Verona, Mediolan, Monza, Como…. Miałyśmy być z czego dumne! Za ostatnie 10 EUR kupiłyśmy po kubełku McFlurry i już ze spokojem czekałyśmy na powrót do domu. Bo w końcu, co tak nie poprawia humoru, jak odrobina słodkich pyszności?

Mamy nadzieję, że naszym tekstem nieco przybliżyliśmy Wam włoski klimat i kilka z najpiękniejszych miast słoneczej Italii. Więcej naszych przygód, w szczególności tych jedzeniowych, szukajcie na naszym Instagramie: MYTUJEMY. Teraz mówimy Wam: arrivederci i do zobaczenia!